[ Materiały w sekcji ‘| Blog’ ]
Piątek. Wiać już zaczyna słodkim leżeniem na kanapie i liczeniem much na suficie. Weekend pod znakiem szaleństwa lub laby. O 17.00 rozpoczyna się wyścig do wind, byle szybciej do drzwi wyjściowych, klamki gorące, włos rozwiany. Prezes w dresie odda się pieleniu ogródka, dyrektor będzie mieszał z zapałem w woku, a prawniczka z Warszawy, nim wyruszy na koncert, nakarmi kota przybłędę. Sobota. Poranek lub południe (zależy od samopoczucia, a to z kolei od spożycia). To dzień najlepszy, calutki wolny. Można robić wielkie nic, można cokolwiek. Byle wykorzystać cudo zwane sobotą, bo już niedziela to tylko trzy czwarte cudu. Tak więc sobota, bożyszcze tłumów, osnute mgiełką luzu się snucie. Ten rajski czas popłynie wolno aż do kolejnego wieczora. Niedziela. Miło, przyjemnie, ale coś jakby dudnić zaczyna, coś się święci. Rzecz jasna poniedziałek. Lewe oko otwiera się od niechcenia. Reszty domyślicie się sami
PS A powyższy rysunek wykonał dla mnie mój przyjaciel Adaś Dudko. Zdolny taki niesłychanie…
July 20th, 2009 / 2 Comments » / by Fela
Posted in | Blog | 2 Comments »
Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami, w eremie żył… Zaraz, zaraz, to nie było tak. Na pewno za górami, a dokładnie za pięciotysięcznikami o wiecznie ośnieżonych szczytach, za lasami, za siedmio… Jakimi lasami? Lasami, lasami, lasami… Wiem, dębowymi! Zatem: za górami, za lasami, za siedmioma rzekami… Czy aby siedmioma? O ile pamiętam rzeki były cztery. No, może pięć. Chwileczkę, pierwsza na szlaku, druga przepływała przez dolinę. Hm, w każdym razie, wszystkie rzeki były znakomite zarybione, a woda krystalicznie czysta. A nie, dobrze, rzek było siedem. Za górami więc, za lasami, za siedmioma rzekami, w eremie żył pewien mędrzec. Żył, a gdy się już nażył, umarł. A góry nadal stały jak stały, lasy rosły jak rosły, a rzeki pełne były ryb ;).
June 1st, 2009 / No Comments » / by Fela
Posted in | Blog | No Comments »
Wczoraj, leżąc na kanapie, tuląc Miasto zaginionych książek, wpadła mi do głowy myśl, że za X lat będę stara. (Ta myśl nie miała związku z książką). Tak więc, o ile pamięć mogę mieć jeszcze w porządku, o tyle ciało będzie wiotczało. Może szybciej, może wolniej, ale będzie, i tego procesu nikt już nie zatrzyma. Próbowałam to sobie wyobrazić, patrząc na własne nogi i ręce. Teraz są aksamitne i jędrne… Carpe diem - chciałoby się krzyczeć, gdyby nie śpiący obok don Ryszard. Carpe diem albo pantha rei - na wesoło, z nutą ironii.
Raczej nie boję się starości. Może dlatego, że pojęcia piękna nie wciskam w ramy czasu i mody. Nie widzę problemu w pomarszczonej skórze. Może.
(I widzę właśnie reklamy kremów, balsamów i innych cud-specyfików, zmuszających do refleksji nad urodą, upływającym czasem. “Chcesz być piękna”, “bądź piękna” - mówią do kilkunastu milionów obywatelek małoletnie modelki z toną make-up na twarzach. “Chcesz być piękna?” Hm… A nie jestem?! Nie ja, to może sąsiadka, ale do niej pytanie też jest skierowane.)
Starość mizernie się sprzedaje, więc nokautem ją, i w kąt. Niech siedzi cicho i się cieszy, że XXI wiek jeszcze w ogóle pamięta jej imię. Starość trochę wydziwia, kręci nosem, prycha, że i tak będzie górą, ale… Rzeczywiście już od dawna publicznie woli się nie wypowiadać, unika mediów jak ognia, nie chce wyflaczać się w tok szołach, nie paraduje w kieckach mini, mało pije. Jednak sprytu odmówić jej nie można, oj nie można. Czai się w ciemnych zaułkach, milczy. A potem, pewnego słonecznego dnia pojawia się w lustrzanym odbiciu, mówiąc: “I co, ptaszyno? Twoje skrzydła należą do mnie”. I tyle. Finito. Spróbuj podskakiwać, to tak dokopie, że szklanki z mlekiem nie podniesiesz. Albo gorzej - jak moja mama mówi - ześle całą rodzinę, która będzie się Tobą “opiekować”…
To, co robić? Brać starość, jak młodość. Z wyrozumiałością. Na wesoło. Na wędkę, gdzie zamiast robaka połyskuje w słońcu ŻYCIE.
May 1st, 2009 / 3 Comments » / by Fela
Posted in | Blog | 3 Comments »
Dawno temu, wśród mieszkańców Chin, żył potwór siejący grozę . Szkody, które czynił zezłościły bogów. Posłali go więc w wysokie góry, skąd tylko raz w roku mógł zejść na ziemię. Stwór, jak każda żyjąca istota, prócz mocnych stron miał też słabe - bał się czerwieni, hałasu oraz światła. Gdy nastał upragniony dzień wolności - a było to wiosną - gigant zszedł z gór. Ludzie przygotowali się na jego wizytę. dekorując każdy skrawek przestrzeni czerwonymi motywami. Rozbrzmiały dźwięki gongów a wraz z nastaniem wieczora zapalono tysiące lampionów. Gdy Nian (tłum. rok) to wszystko zobaczył uciekł z powrotem w góry i nigdy więcej na ziemi się nie pojawił. Po dziś dzień jednak przetrwał zwyczaj obchodzenia święta wiosny.
Co robi każdy Chińczyk grubo przed Nowym Rokiem? Sprząta domostwo, a potem omija z daleka dotykanie miotły, szufelki, nożyczek , by… nie wymieść (lub przeciąć) szczęścia z domu. Szczęście przybędzie zaś wtedy, gdy nad progiem zawiesi się kartę z przysłowiem „fu dao le”.
Czytaj całość »
April 10th, 2009 / No Comments » / by Fela
Posted in | Blog | No Comments »