Indie i Nepal okiem pismaka. Polskie Radio Euro Bis UP

July 28th, 2009 / 1 Comment » / by Fela

radio_euroPatrząc na Indie i Nepal przez pryzmat funkcjonowania społeczeństw nie sposób powiedzieć: „podoba mi się”. Bo jak może się podobać wyzierająca z kątów potworna nędza, brak kontroli władz Indii nad poczynaniami szczycących się dokonywaniem po dziś dzień sati, zaprzęganie dzieci do ciężkiej pracy, rządzący maoiści w Nepalu? Z drugiej strony, patrząc przez pryzmat dziedzictwa kulturalnego, nie potrafię powiedzieć: „nie podoba mi się”. Nie sposób nie doceniać tej soczystości i różnorodności. Dość wspomnieć mozaikę architektoniczną, jogę, muzykę, malarstwo. Ludzie pytają, czy lubię tamten kawałek świata. Ani lubię, ani nie lubię. Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem: fascynuje mnie. Ta kultura nie do ogarnięcia, chaos rządzący się określonymi prawidłami. Staram się przyjąć to wszystko takim, jakim jest, a jednocześnie pielęgnować w pasji trzeźwe spojrzenie. Bo, teoretycznie „koń jaki jest, każdy widzi”. Praktycznie - spróbuj cwałować na oklep na ogierze… ;)

Kliknij i posłuchaj audycji w odtwarzaczu.

Tags: , ,

Miłego dnia…

July 20th, 2009 / 2 Comments » / by Fela

unchainedPiątek. Wiać już zaczyna słodkim leżeniem na kanapie i liczeniem much na suficie. Weekend pod znakiem szaleństwa lub laby. O 17.00 rozpoczyna się wyścig do wind, byle szybciej do drzwi wyjściowych, klamki gorące, włos rozwiany. Prezes w dresie odda się pieleniu ogródka, dyrektor będzie mieszał z zapałem w woku, a prawniczka z Warszawy, nim wyruszy na koncert, nakarmi kota przybłędę. Sobota. Poranek lub południe (zależy od samopoczucia, a to z kolei od spożycia). To dzień najlepszy, calutki wolny. Można robić wielkie nic, można cokolwiek. Byle wykorzystać cudo zwane sobotą, bo już niedziela to tylko trzy czwarte cudu. Tak więc sobota, bożyszcze tłumów, osnute mgiełką luzu się snucie. Ten rajski czas popłynie wolno aż do kolejnego wieczora. Niedziela. Miło, przyjemnie, ale coś jakby dudnić zaczyna, coś się święci. Rzecz jasna poniedziałek.  Lewe oko otwiera się od niechcenia. Reszty domyślicie się sami ;)

PS A powyższy rysunek wykonał dla mnie mój przyjaciel Adaś Dudko. Zdolny taki niesłychanie… :)

Kanar na dachu autobusu - to tylko w Indiach! Audycja podróżnicza w TOK FM

July 14th, 2009 / 3 Comments » / by Fela

tokfmWyobraźcie sobie Delhi, metropolię przypominającą gigantycznego potwora z tysiącami macek. Tu właśnie, w zatłoczonej stolicy Indii, rozpoczyna się nasza podróż do malowniczego Himachal Pradesh. Stąd, prowadzący Wieczór Radia TOK FM Cezary Łasiczka i ja, zabierzemy Was do prastarych klasztorów buddyjskich w Tabo, Ki oraz Dhankar, maleńkich wiosek z dala od cywilizacji, barwnego Pragpuru, w którym mało kto słyszał i… McLeod Gandź, gdzie rezyduje XIV Dalajlama. A to wszystko w otoczeniu majestatu Himalajów, duchów bóstw i mantrujących mnichów. Część trasy pokonany na dachu autobusu oraz urokliwą kolejką wąskotorową, a część przejdziemy na własnych nogach. Zapraszam.

Kliknij i posłuchaj audycji w odtwarzaczu (lub ściągnij plik na dysk).

Tags: , , , ,

Indie północne. Nepal i Goa (Bezdroża)

July 6th, 2009 / No Comments » / by Fela

bkipn11000 dni i moje małe Indie

Będąc w Azji w 2005 r. wpadła mi do głowy myśl, by napisać przewodnik po Indiach północnych. Ponad tysiąc dni później machina ruszyła. Delhi – Pendżab – Himaćal – Uttarańcal – Bengal – Sikkim – Nepal. Cztery pory roku w kilka miesięcy. Setki zapisanych stron w notatnikach, rozmowy z ludźmi, rozgrzewający zimą rum, lodowata woda w upałach. Pustkowia i urywający głowę wiatr na przemian z hałasem klaksonów i dzikimi tłumami. Tu szaro i nędza, tam splendor i soczyste barwy. A potem powrót, odpalenie laptopa i pisanie, szukanie, pisanie, sprawdzanie, pisanie. I tyle. Ponad tysiąc dni czekania, podróże, miesiące tworzenia. Mówią, że cierpliwość to cnota… Nie mówią, że od nadmiaru pracy laptopy siadają ;)

Przeczytaj cały tekst…

Tags: , , , , , , ,

Bajka

June 1st, 2009 / No Comments » / by Fela

dsc_4012-1111Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami, w eremie żył… Zaraz, zaraz, to nie było tak. Na pewno za górami, a dokładnie za pięciotysięcznikami o wiecznie ośnieżonych szczytach, za lasami, za siedmio… Jakimi lasami? Lasami, lasami, lasami… Wiem, dębowymi! Zatem: za górami, za lasami, za siedmioma rzekami… Czy aby siedmioma? O ile pamiętam rzeki były cztery. No, może pięć. Chwileczkę, pierwsza na szlaku, druga przepływała przez dolinę. Hm, w każdym razie, wszystkie rzeki były znakomite zarybione, a woda krystalicznie czysta. A nie, dobrze, rzek było siedem. Za górami więc, za lasami, za siedmioma rzekami, w eremie żył pewien mędrzec. Żył, a gdy się już nażył, umarł. A góry nadal stały jak stały, lasy rosły jak rosły, a rzeki pełne były ryb ;).

Tags:

Copy Protected by WP-CopyProtect Thanks to Chetan.